Pisałam niedawno o nowych pomysłach na spędzanie wolnego czasu. Wystarczy wyciągnąć karteczkę z magicznego pudełka i plan na wieczór sam się rysuje. Oczywiście przy odrobinie pracy i wkładu własnego. 😉 Wtedy oglądanie telewizji przy misce chipsów i puszce piwa może odejść do lamusa.

Moja szczęśliwa ręka wylosowała sobie zorganizowanie Francuskiego wieczoru we dwoje. Standardowa randka to z reguły kolacja i kino, ale to z łatwością możemy zorganizować w domu. Dla mnie ta opcja jest lepszą alternatywną. Wychodząc na miasto, nigdy nie możemy być pewni, co tak naprawdę dostaniemy na talerzu i jak było to przyrządzone. Kiedy wszystko zrobimy sami, będzie zdrowo i smacznie, a do tego dojdzie satysfakcja z nowych kulinarnych dokonań.

Zastanawiałam się, co przygotować na kolację. Zależało mi przede wszystkim na tym, żeby była lekka, bo przecież przed snem nie warto się obżerać. Wybór padł na francuską zupę cebulową, zapiekaną z bagietką i serem. Lekka modyfikacja – zabrakło brandy lub sherry, które nadałyby zupie charakterystycznej czerwonawej barwy, ale dodałam białe wino. Ono przede wszystkim nadaje zupie odpowiedniego smaku.

francuska zupa cebulowaMiejsce na deser też się znalazło. Bardzo prosty w przygotowaniu, bo potrzebujemy właściwie dwóch składników: gorzkiej czekolady i jajka. To pierwsze rozpuszczamy w kąpieli wodne, a to drugie ubijamy, oddzielając uprzednio biało od żółtka. Kiedy czekolada przestygnie, mieszamy z resztą i przekładamy do kieliszków. Godzina w lodówce wystarczy, żeby dostać lekki mus czekoladowy, który dekorujemy wedle uznania. Ja dodałam płatki migdałów.

mus czekoladowyPozostaje nam tylko rozsiąść się wygodnie na kanapie z kieliszkiem wina i wybrać film. Tkwiąc w temacie wieczoru, decyduję się na kino francuskie. Przyznam szczerze, że rok temu zupełnie zmieniłam do niego podejście za sprawą znajomego Francuza, który uświadomił mi, że ich kinematografia nie kończy się na komediach z lat 70-tych, w których główną rolę odgrywa ten sam aktor. W trakcie jednego z wieczorów filmowych, które organizowaliśmy co środę, najpierw poczęstował nas własnoręcznie przyrządzonym quiche, a potem włączył film Le diner de cons mojego (już) ulubionego reżysera Francisa Vebera. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji widzieć żadnej z jego komedii to gorąco polecam. Francuskie kino bawi połączeniem sytuacyjnych żartów i dialogów, które nadają mu unikatowego wyrazu. Tym razem obejrzeliśmy L’Emmerdeur i tyle w temacie. Znowu mnie nie rozczarował. 🙂