Trafiliście pewnie tutaj, żeby się czegoś o mnie dowiedziec. To po kolei.

Jestem Dajana. Moja przygoda z sportem i zdrowym odżywianiem rozpoczęła się kilka lat temu. Poznałam pewnego faceta, który przekonywał mnie, że przebiegnięcie 10 km nie jest niczym specjalnym. Nie uwierzyłam. Założyliśmy się, on postawił na to, że dam radę, ja w siebie nie wierzyłam. Skończyło się na tym, że nawet nie spróbowałam. Przegrałam zakład i musiałam kupić bilety do teatru.
To było w kwietniu 2012 roku. Z kolei pół roku później, w ostatni weekend września 2012 roku przebiegłam swój pierwszy maraton. Rok później drugi. I trzeci.

Dlaczego się zdecydowałam? Z prostego powodu. Nigdy nie byłam typem chudzielca, ale gdy moja waga dobiła prawie do 70 kg (przy 172 cm wzrostu) miałam dość. Mówił:
– Pobiegaj to schudniesz. To zaryzykowałam 🙂 Co się stało? W ciągu dwóch miesięcy regularnych treningów zgubiłam 10 kg.

Co było dalej? W maju 2017 roku przyrzekłam temu facetowi miłość do grobowej deski. 😀
A w kwestii moich kulinarnych zwyczajów zmieniło się bardzo wiele.

Moje życie podzieliłabym na trzy etapy.

Etap pierwszy

W pierwszym, który trwał większość mojego życia, zanim zaczęłam na dobre uprawiać sport, jadłam wszystko. Na śniadanie kanapki, na obiad mięso, ziemniaki i zieleninę, na kolacje kanapki. W miedzyczasie, jak miałam ochotę (a miałam często), szłam po batona, albo żelki, albo po wuzetkę. Zawsze się coś znalazło. 😀

Etap drugi

W drugim etapie, kiedy się trochę opamiętałam, zaczęłam jadać pieć posilków dziennie, co trzy godziny. Na śniadanie wpadała owsianka, na obiad zamiast ziemniaków była kasza, a na kolacje, jeżeli juz chleb to najciemniejszy, jaki był w sklepie. Zamiast batonów jadłam banany i jogurty naturalne z muesli. To dla mnie było zdrowe odżywianie.

Etap trzeci

W trzecim etapie, w którym jestem teraz, wszystko się zmieniło. Z mojej diety zaczełam eliminować węglowodany, zwłaszcza na rzecz produktów wysoko-tłuszczowych, na które kiedyś bym nie popatrzyła. Zrozumiałam to dopiero niedawno, dlatego cieszę się, ze jesteście teraz częścia mojej nowej wędrówki. Zrozumiałam, że to nie tłuszcz jest powodem naszego przybierania na wadze, ale właśnie weglowodany. Zeby lepiej się w to wgłębić, odsylam Was do lektury ksiazki, która wiele w moim zyciu zmieniła (link).

Nie twierdzę, że jest to jedyna słuszna dieta, bo sama nie jestem na diecie optymalnej, nie jestem też na diecie ketogennej. Nazywam swoja obecną diete niskoweglowodanową, bo dbam, aby dziennie nie jeść więcej niż 100 g wegli. W moim domu nie znajdziecie białej maki, cukru i krowiego mleka. Nie tylko nie jadam juz chleba, ale w ogóle wykluczyłam ze swojej diety gluten i pszenicę. Ograniczyłam nabiał.

Tyle w skrócie o mnie. Jak widzicie, moja przygoda ze zdrowym odżywianiem nadal jest w trakcie burzliwych zmian. Zawsze powtarzałam, ze tylko krowy nie zmieniają zdania. 😀 Dlatego warto eksperymentować, aby dowiedzieć się, jak poszczegolna dieta wpływa na nasz organizm.

Kontakt: inna@fat-or-not.pl