W ubiegły weekend, tuż po sąsiedzku, był organizowany VegFestUK. Organizatorzy przyciągnęli uwagę prawie 9.5 tysiąca miłośników roślinnej diety, wyznawców zdrowego stylu życia i sympatyków publicznych wydarzeń. Były pogadanki o weganizmie, lekcje gotowania, pokazy filmowe i wystąpienia vloggerów. Przy okazji prawie 200 stoisk, na których sprzedawcy oferowali swoje produkty, a do tego ze 20 firm kateringowych serwujących gotowe dania. Mnie też nie mogło zabraknąć.  W końcu lubię być wszędzie tam, gdzie dają dużo i dobrze zjeść. 😀

VegFestUK – to jeden z największych wegańskich festiwali w Europie. Pierwszy raz zorganizowano go 2003 roku w Bristolu, zaś do Brighton zawitał w 2009 r, po to by w 2013 roku wymyślić tradycję objazdowego charakteru wydarzenia. Dzięki temu, dzisiaj możemy odwiedzać największe miasta Wielkiej Brytanii, żeby wziąć w nim udział. Wystarczy sprawdzić na stronie planowane daty.

O co w ogóle chodzi? Jak to mówią organizatorzy, festiwal wymyślono po to, by zachęcać ludzi do przejścia na weganizm. Nie tyle chodzi tutaj o jedzeniu mniejszej ilości mięsa lub wybieraniu jajek zamiast ryby, ale o to, by pokochać czysty, prosty weganizm. Zachęcają, by robić to dla zwierząt, dla Planety, dla własnego zdrowia. Podobno to takie proste. Dlatego na festiwalu serwują wszystko to, co większość ludzi jada na co dzień. Jedynie w zmienionej formie.

Tym samym możemy z łatwością skosztować kuchni indyjskiej, chińskiej, greckiej i włoskiej, oczywiście w roślinnej wersji. Przy stoiskach dostaniemy wegańskiego burgera, pizzę, hot-doga, wrapa, sushi, kebaba, lody, ciasto, czekoladę, alkohol i wiele innych. Sprzedawane są przyprawy, kosmetyki, książki, ubrania, biżuteria. Do wyboru, do koloru. 😉
DSC06946

DSC06912

DSC06978

DSC06948

DSC06908

DSC06900

Na mnie największe wrażenie zawsze zrobiłu słodycze, które najczęściej miały fantazyjne kolory i wprost krzyczały do nas, żeby je zjeść. Pojawiło się dużo rodzajów brownie, tych z gorzkiej czekolady i tych z dodatkiem warzyw, wegańskich trufli, lodów o smaku masła orzechowego, ciastek z herbatą matcha, czekoladek w różnych kształtach i piankowych marshmallows z najróżniejszymi dodatkami.

DSC06955

DSC06949-2

DSC06942

DSC06941

DSC06964

DSC06972

DSC06967

DSC06974

Oczywiście nie miałam okazji wszystkiego spróbować (pewnie musiałabym tam spędzić tydzień), ale mam kilku faworytów, których zdecydowanie mogę Wam polecić.

World Food – szerokie wybór burgerów z soczewicy i ziemniaków, falafeli zamkniętych w bułce, picie lub wrapie. Świetnie doprawione z dodatkiem warzyw i ulubionego sosu. Wszystko własnoręcznie robione i bez dodatku glutenu.

DSC06921

DSC06924

Happy Maki – w 100% wegańskie i dostarczające 100% zielonej energii rolki sushi. Miałam okazję próbować jednego z „kurczakiem”, batatem, awokado, ogórkiem, czerwoną papryką, sezamem i sosem teriyaki. Najlepsze!

DSC06956-2

DSC06958

Pitfield Brewery – organiczne piwo kraftowe. Wypiłam cydr o smaku rabarbaru, a mój prawie-mąż wziął ciemne o smaku suszone śliwki. Nie pożałowaliśmy!

DSC06982

DSC06986

Do tego zabraliśmy też trochę słodkości na wynos. Dla usprawiedliwienia dodam, że podzieliliśmy się z sąsiadami. Niedzielna kawa smakowała zdecydowanie lepiej! Zresztą ta zadowolona mina mówi sama za siebie. 😀

DSC06933